Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2009

Rewolucja w życiu czyli postanowienie noworoczne.

Jak co roku, w sylwestra tuż przed wybiciem godziny 0:00 każdy człowiek, a bynajmniej większość (do której na szczęście ja nie należę) postanawia sobie COŚ w nowym roku. Przekładając realia na postanowienia większość z nich i tak nigdy nie maiła by prawa bytu ze względu na niemożliwość doprowadzenia do zaistniałego stanu, z reguły po przez porzucenie broni w połowie drogi do zwycięstwa, u jednych nazywa się to lenistwo, u innych brakiem wiary w siebie. Ale zastanówmy się tak na spokojnie, cóż w naszym życiu ma wnieść to noworoczne postanowienie? Czy sprawi ono że poczujemy się szczęśliwszymi? Wartościowszymi? Czy to po prostu kolejny odcinek z cyklu zabobony polski i świata, a może to jakieś stereotypowe myślenie? A więc ja postanawiam nic nie postanawiać, bo przecież postanowienie nie robienia żadnych postanowień już samo w sobie jest postanowieniem.

Zawsze trzeba podejmować ryzyko.

Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los. Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, spra...

Błędy...

Czasami jak sobie pomyślę ile błędów w swoim życiu zrobiłem to aż zaczynam się bać. Wszak gdy by można było cofnąć czas i nie popełniać błędów, czy nie było by nam wtedy łatwiej? Ale czy to aby na pewno było by dobre, bezpieczne? Może lepiej należało by podjąć próbę naprawienia swych błędów? Ale ile jest błędów o których nie chcemy pamiętać? Które przerażają nawet nas samych? Rzeczą oczywistą jest że człowiek na własnych błędach się uczy, lecz czy nie można nauki tej czerpać bardziej bezbolesny sposób? No właśnie, czy da się żyć bezbłędnie......?

Błędy to droga do prawdy.

Jak często po przez błędy swoje i innych osób dostrzegamy prawdę, to właściwe coś, co nie spostrzegaliśmy wcześniej, co było dla nas obce i nie możliwe, a jednak, może czasami wystarczy szerzej otworzyć oczy? Ale co wtedy gdy ktoś tego nie potrafi zrobić? Pozostaje mu droga do prawdy przez ludzkie błędy, bo przecież pamiętajmy, błędów nie popełnia ten, co nic nie robi. Witam serdecznie na moim blogu.