Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2010
Wszystko umiera z smutkiem i żałobą, choć tylko zmianą ksztaltu jest skonanie, bo chociaż wszystko zmarłe zmartwychwstanie, nie zmartwychwstanie nic już nigdy sobą. Cóż, że w tysiącu kształtów moje ciało, z tysiąca zmarłych kształtów w jedno zlane, dawne, jak ziemia dawna, będzie trwało do końca ziemi?... Ja nie zmartwychwstanę. Łamiąca myśl jest, że ludzie tak muszą ginąć, jak ginie zwierzę i roślina; że to, co we mnie nazywa się duszą, to jest czująca i myśląca glina...

Wesołych Świat Wielkanocnych

Wesołych Świat Wielkanocnych, pokoju ducha, wiary w Boga i w Ludzi. Umiejętności dostrzegania piękna tego świata i oczywiście wiary w Siebie i swoje możliwości.

Raz nie o sobie...

Od tygodni na jej czerwone włosy, bloga i cierpliwe czekanie na cud patrzył świat. Nie doczekała się nie tylko nowych płuc, ale i swoich 26 urodzin, które miała obchodzić 31 marca. Kanadyjka Eva Markvoort zmarła w szpitalu w Vancouver cztery dni przed swoim świętem. - Nasza piękna dziewczynka odeszła rano o 9:30 - to ostatni wpis, jaki pojawił się na jej blogu 65redroses.livejournal.com. Zdanie to zawisło w sobotę po południu polskiego czasu. Świat za pośrednictwem internetu i wielu programów telewizyjnych poznał walkę Evy z chorobą wiele dni wcześniej. Opisujący jej historię film "65 czerwonych róż" w reżyserii Nimishy Mukerji i Philipa Lyalla można było obejrzeć także w TVN24 w cyklu "Dokumenty Ewy Ewart". Rodzice Evy: Coś niezwykłego stało się w Polsce 26-letnia, chora na mukowiscydozę Eva Markvoort, bohaterka filmu "65... czytaj Po jego emisji na blogu Evy pojawiło się mnóstwo wpisów. - Wiedzieliśmy, że coś niezwykłego musiało się stać w Polsce - kome...

Pośpiech w życiu codziennym...

N iestety ale dzisiejsze tempo nasze życia skrada nam z życia to co ważne. Skrada nam coś czym między innymi żywi nasze serce, skrada nam romantyzm... Bo przecież jak że często w dzisiejszych czasach siadamy przy wspólnej pełnej romantyzmu kolacji, gdzie w blasku świec odbijającym się w lampce czerwonego wina spoglądamy na oczy swej ukochanej podziwiając szczęście które z nich emanuje... kiedyż ostatnio był wspólny długi spacer, gdy idąc trzymając się za rękę nie bacząc na pogodę świat był pełen optymizmu? Prawda jest taka że kiedyś świat miał całkowicie inną kolej rzeczy, gdy zaczynaliśmy się z kimś spotykać wszystko biegło po matulku, pierwsza, druga, trzecia no może czwarta randka i zostaliśmy pocałowani, czasami jedynie w policzek czy czoło... Dziś niestety pierwsze trzy randki dokonujemy za pomocą sms`ów i internetu, a jeśli coś się kreuje to pocałunek jest już na pierwszej randce, a dlaczego tak jest? Bo nie mamy na nic dziś czasu... Dlatego odebrane jest nam to co romantyczne, ...

Sympatia...

S ympatia... uczucie jakim darzymy inną osobę w sposób większy niż pozostałych jednak nie wkraczając do miłości? Jest to osoba dla nas bardzo ważna i bliska, lecz jednak jej nie kochamy. Lecz czy uczucie sympatii nie może się samo przerodzić w miłość? Z biegiem czasu może i coś z tego wyniknie lecz w większości przypadków uczucie to pozostaje na sympatii....  stosunki nasze z druga osoba pozostają wtedy na poziomie koleżeństwa, przyjaciół. Dlatego też naszych myśli wówczas nie przechodzą pożądania fizyczne ów tej osoby, bo nie w myślach lecz w sercu ją mamy sympatycznie.... Sympatia jest pięknym uczuciem, jednak w samotności nie spełnia wszelkich potrzeb związanych z miłością, a w związkach o nienajlepszych fundamentach może powodować nieuzasadnioną zazdrość i wiele nieporozumień. Lecz czy w życiu człowieka wystarczy nam tak naprawdę jedna kochająca nas osoba, czy nie potrzebujemy w życiu również osób które darzą nas miłością lecz tą troszkę inną, tą z szczerego przyjacielskiego s...

To co się należy...

J ak że często narzekamy że świat nie daje nam tego co tak naprawdę nam się należy, chcemy więcej bo patrząc na innych oni mają więcej...   Bo przecież jeśli oni dostali tyle od życia to dlaczegóż nam też się to nie należy? Lecz czy nie jest to spoglądanie tylko w jedną stronę? Bo czyż  u innych przecież  widzimy tylko to co dobre dostali, a w nas ciągle dostrzegamy to czego nam brakuje... Więc czy nie powinniśmy się postarać o to aby dostać więcej, a może tak po prostu naprawdę nie potrafimy zważyć tego co nam jest ciągle ofiarowywane? Może powinniśmy się lepiej wokół rozejrzeć i barć od życia to co nam dane a nie wyszukiwać doskonałości...?

Malutkie, skromne, drobne cząsteczki szczęścia...

M alutkie, skromne, drobne cząsteczki szczęścia... bardzo często przytrafiają się w naszym życiu pozostając niezauważone. Być może i bywa tak że je zauważamy, lecz staramy się nie zwracać na nie uwagi by nie przyćmiły nam poszukiwań prawdziwego szczęścia... Leczy czy te małe odrobinki szczęścia nie są dla nas równie ważne, może i są lecz to nie one są naszym celem w poszukiwaniu szczęścia.. Bo przecież my szukamy takiego szczęścia które zasłoni wszystkie nasze smutki, które da nam radość, które rozwiąże wszelkie nasze problemy, lecz czy nie powinniśmy również spojrzeć na te drobinki? Czyż to nie właśnie one w kawałkach składają się na nasze szczęście? Czy to nie jest właśnie top czego tak ciągle szukamy? Dlaczego nie potrafimy cieszyć się tymi odrobinkami? A może właśnie one są tym na czym tak bardzo nam zależy? Dlaczego każdy chce więcej i więcej, dlaczego nie zauważymy wokół siebie osób które pragną nam dać to szczęście lecz w małych odrobinkach? A może szukamy nie tam gdzie powinni...

Bezsilność...

G dy w naszym życiu nastaje moment gdy wszystko czego byśmy sobie zapragnęli układa się jak najbardziej po naszej myśli, dokładnie tak jak tego chcieliśmy... I cały świat staje się piękny, wszystko się dobrze układa aż do jednej chwili... do chwili gdy ktoś, ktoś nam bardzo bliski nawet w sposób nieświadomy nas skrzywdzi wnet cały czar pryska, los odwróci się od nas o sto osiemdziesiąt stopni... Czasami naprawdę nie wiele potrzeba by nasze szczęście prysło... później już tylko zostaje ból i złość, złość na siebie, na całe życie, na wszystko... Bo któż przyjmie rozczarowanie z uśmiechem na twarzy? Czy da się wówczas serdecznie uśmiechać gdy w sercu ból? Wnet bardzo tęsknimy za wszelkim szczęściem którym obdarowywała nas ta osoba... bo cóż może być gorszego jak wyrwane z życiu szczęście w chwili gdy się tego najmniej spodziewamy, w amoku wielkiej radości...  Lecz jakież było by życie gdy by wszystko było ładne i kolorowe, wszystko układało się po naszej myśli? Wnioskować jedynie moż...

Zawsze...

Z jaką łatwością człowiekowi  przychodzi obiecanie czegoś, obiecanie czegoś na zawsze.... że zawsze przy Tobie będę, że zawsze będę Cię kochał, że będziemy zawsze razem, leczy czy ktoś z Was pomyślał jak długo będzie trwać ta wieczność? Bo przecie zawsze w naszych słowach to nie rok, dwa, pięć... Zawsze wiąże się że będziemy gotowi o każdej porze dnia i nocy, że nawet gdy będziemy mieli zły dzień, że nawet gdy humor nasz dobry nie będzie, jednak to jest zawsze... Więc czy obiecanie komuś czegoś na zawsze wiąże się z tym co możemy zaoferować? Bo przecież nawet milion spraw obiecanych na zawsze i tak nie doczeka swego spełnienia więc po co obiecywać...?

Czy warto...

N ie raz tak bywa życie stawia przed nami wyzwania. Czasem są to większe wyzwania, a czasami mniejsze, czasem bardziej, czasem mniej ambitne. Nie raz je podejmujemy, ale czasami te wyzwania nas przerażają, czy nas nie straszą, czy nie zdają się zbyt wielkie jak na nasze siły. Lecz skąd możemy wiedzieć czy są zbyt wielkie, jeśli nie podejmiemy próby ich dokonania? W wieli przypadkach przeraża nas na samym początku ogrom pracy który jest niezbędny do osiągnięcia celu lecz nie zapominamy, że ten ogrom pracy w calu nie musimy pokonać od razu. Że ten wysiłek można podzielić na kawałki, na małe kroki, które już możemy bez trudu wykonać, a nawet nie zauważymy, jak będziemy się zbliżać do celu, aż w końcu go osiągniemy. Cele, do których prowadzi długa droga wcale nie muszą być szczególnie trudne do osiągnięcia. Fakt, wymagają od nas większej systematyczności, ale są często tak samo osiągalne, jak cele mniejsze. Więc czy warto poddawać się na starcie...?

Bezsenność myśli nierzespanych...

S zczerość... sprawa niezbędna w życiu codziennym, podstawa idealnego związku, możliwość życia spokojnego lecz czy to właśnie nie nie ją przychodzi nam najtrudniej do okazać innym? Ciężko być szczerym pod każdym względem, być szczerym w swoich wszystkich wypowiedziach, szczerze być oddanym, ale dlaczego tak jest? Dlaczego pomimo tego iż w przypadku gdy na kimś zależy i uczucie to jest odwzajemnione to szczerość przychodzi nam z takim wielkim problemem? A może problem polega na czymś innym, może nasza osoba tak naprawdę znacznie różni się od tego jak odbiera nas ta druga osoba i właśnie tego się boimy, boimy się bycia szczerym żeby uniknąć rozczarowania w oczach zainteresowanego? Lecz często też przecie nie potrafimy nawet ze sobą być szczerzy, okłamujemy się samych sobie...  Przecież samo ukrywanie przed samym sobą własnych błędów jest oznaką braku szczerości wobec już siebie samego! Ale dlaczego? Dlatego że lepiej się z tym czujemy? Czujemy się wtedy lepsi, bardziej dowartościowa...

Tląca iskierka N

N ie jednego wieczor u , gdy za oknem szaro, ciemno i ponuro, gdy słońce budzące nadzieje w naszym sercu zasypią wraz z z nimi zatracamy wiarę, wiarę w siebie, wiarę w to czy jeszcze wzejdzie, wiarę w dobro i piękno... Czasami nawet następują momenty że zaczynamy wątpić w sens naszego życia, że wszystko się ułoży, że będzie dobrze, będziemy jeszcze szczęśliwi. Tracimy nadzieję samych w siebie że może być kiedyś lepiej... Lecz takie myślenie niestety często demotywuje nas do dalszego dążenia w naszych przedsięwzięciach które miały na celu poprawę naszej sytuacji. Ale, czy to wystarczający powód by się poddać, by rzucić nasze plany, czy to powód byśmy sami skreślali siebie na lepsze życie, sami odbierali sobie nadzieje?  Dlaczegóż myśli w głowie mieć jednakowe - wszystko będzie źle? Czyżbyśmy zatracili siłę do walki w lepsze jutro?  Dlaczego nie  wstaniemy razem ze słońcem pełni optymizmu z głową do góry i powiemy sobie - dziś będzie lepiej, czy to strach przed samym sobą? ...

Szara aleja... obietnic....

Jak często na drodze swojej każdy napotyka własną aleję szarych obietnic. Obietnic niespełnionych, zapomnianych, porzuconych... Lecz któż nam te obietnice składał jak nie najbliższe sercu nam osoby? Jednak obietnica wypowiedziana nie zawsze znajduję swój koniec po przez jej wykonanie, ale dlaczego? Czy łatwiej jest coś obiecać by móc dać sobie więcej czasu, by osoba której coś obiecaliśmy odczepiła się od nas, poczuła się lepiej żyjąc naszą obietnicą? Lecz co z wykonaniem obietnic, co jeśli ich nie wykonamy? Zwykle sprawa wygląda schematowo, obiecujący unikają rozmów w temacie lub nawet starają się wmówić nam że dana obietnica nie miała nigdy miejsca, a co gdy jednak udowodnimy swą rację, że jednak obietnica była, co wtedy? Wtedy nagle winnymi niedotrzymania obietnicy stają się wszyscy i wszystko wokół łącznie z nami, a to że problem wyszedł natury technicznej, a to że sami dążyliśmy do tego by obiecującemu utrudnić dotrzymanie obietnicy... Lecz czy problemem bolesnym jest zastanowi...

Ona...

  K tóż z Was nie zastanawiał się czym jest dla każdego z nas miłość? I nie zamierzam podejmować próby opisania zjawiska wstępowania miłości lecz podjąć kwestię faktycznej miłości? Ponieważ jaką mamy pewność że gdy z kimś jesteśmy to darzymy go miłością? Przecież nie jest to dodatkiem do ubrania że je zobaczymy, spróbujemy, dotkniemy... Ponieważ znacznym problemem jest kwestia podjęcia decyzji o określaniu tego czy jest to już miłość (lub jeszcze miłość) czy nie. Lecz skąd czerpać taką informację jeśli wszystko wydaje się na zewnątrz dobre. Załóżmy że poznajemy interesującą osobę, bardzo zaczynamy ją lubić, spędzamy z nią mnóstwo czasu, tęsknimy za nią lub nawet razem zamieszkujemy, lecz to już jest ta prawdziwa miłość? Czy jeśli spełnimy wyżej wymagane pozycje to możemy otwarcie powiedzieć że kogoś kochamy? A może kwestia leży w sytuacji potrzeby odczuwania bezpieczeństwa po przez "miłość" do drugiej osoby, która daje nam poczucie schronienia w miarę naszych potrzeb,a może t...

Pełnosprawność umysłu?

Z akładając że jak, jak i Wy, odbiorcy tego bloga, jesteśmy ludźmi fizycznie sprawnymi, inteligentni, w jakimś stopniu spełnieni. Lecz matka natura nie każdemu bywa tak przychylna jak nam, są jednak i tacy ludzie do których los się nie uśmiechnął, zostali przez "Pana" pominięci? Niestety ów ludzie Ci nie posiadają choć w połowie tego co mamy my, są niepełnosprawni czy to fizycznie, czy psychicznie, ale czy możemy ich otwarcie nazwać "innymi"? Czy to daje nam prawo by się od nich izolować? Dlaczego pytam, ponieważ reakcje (niestety) większości ludzi jest jednakowa, odizolować się od "innych"... Lecz czy zastanowiliście się nad tym że oni są tak samo jak my ludźmi, tak samo jak my potrzebują ciepła, miłości radości w życiu choć nie zawsze potrafią to okazać. Człowiek niepełnosprawny ma wyczulone inne zmysłu ludzkiego ciała, może dlatego inaczej odbierają wiele rzeczy lecz cały czas pozostają ludźmi którzy zasługują na porównywalny bądź nawet większy szacun...

Piękno doskonałe...

"Usmiechaj sie tam nawet do tych skrzeczacych ptakow bo Twoj usmiech jest cudowny;) :*" J ak że często człowiek stara się stać wizualnie pięknym człowiekiem, zwłaszcza płeć żeńska godzinami przesiaduje przed luster w celu poprawy niedoskonałości... (panów też to tyczy) Lecz o jakiej tu doskonałości mowa? O doskonałości wizualnej? Przecie prawdziwe piękne jest ukryte gdzie indziej, nie zapominajmy iż prawdziwe piękno płynie z wnętrza człowieka, wszak że najśliczniej wygląda człowiek uśmiechnięty, od którego emanuje ciepło, radość... Więc co nam da nakładanie makijaży skoro we wnętrzu smutek panuje? Lecz są takie osoby które "ukrywają" swe niedoskonałości środkami kosmetycznymi by móc w ochach mężczyzn wzbudzić zachwycenie, ale czy w późniejszym czasie ów ten mężczyzna będzie miał się czym zachwycać prócz kilku kosmetyków na twarzy, czy on zakocha się we wnętrzu czy w okładce? Bo chyba świat nie doży do łączenia z sobą "laleczek" lecz ludzi szczerych, wesoł...

Być szczęśliwy a potrafić czerpać radość z życia.

D laczego w życiu codziennym zwykli szarzy ludzie, którzy na swych barkach nie jeden niosą ciężar, potrafią w tak łatwy sposób cieszyć się każdą radosną chwilą, są pełni optymizmu, czerpią radość choć by ze słońca które radośnie rozbłysło na niebie, a Ci którzy w życiu problemów nie mają, bytem życie zapewnione z byle błahego powód robią problem, dla nich drobnostka jest powodem do nieszczęścia. Czy nie jest to kwestią że Ci szarzy, mali ludzie przyzwyczaili się już do błahych spraw? Bo przecie nie błahe zmartwienie robi z nas ludzi nieszczęśliwych. Lecz w przypadku tych "drugich" błahy problem, staje się ogromnym problemem, dlaczego? Może dlatego że w życiu nie zaznali dużych problemów, może jest to dla nich obce? A może kwestią zagadki jest fakt że sami nie potrafimy stwierdzić co jest błahym a co dużym problemem, może wina leży w nas samych? Są tacy którzy nie potrafią dostrzec szczęścia którym jest okalany z codziennością po przez zbieg całego mnóstwa małych szczęśliwych ...

Zopobiec łzą?

K toś powiedział, że należy żyć tak, by nikt przez nas nie ronił gorzkich łez. Lecz czy to wystarczy? Czy to w ogóle jest możliwe? Jest! Wystarczy się zaszyć gdzieś na pustelni w szarej odległej otchłani codzienności tak, by nikt o nas nie wiedział, by osoba nasza nie istniała w jego świadomości. Wnet, nie znając faktu istnienia mej osoby, nikt nie będzie wstanie ronić łez z mego powodu. Ale czy na pewno to będzie dobre życie, czy będzie nam dane coś prócz samotności? Lecz życie pośród ludzi również nie jest w stanie dać pewności iż nie zapłaczę ktoś z naszego powodu. Są chwile w naszym życiu które wymagały by od nas bycia gdzieś gdzie być nie możemy, i wtedy musimy wybrać, musi sami z sobą i własnymi myślami wybrać mniejsze zło, tę dobrą stronę. Lecz w owym momencie musimy żyć w świadomości iż krzywdzimy tę drugą osobę. Więc jak żyć, jak żyć by nikt przez nas nie płakał? Gdzie znaleźć odpowiedź na to pytanie. Myślę że z czasem życie samo będzie wymagało od nas wiele postanowień, decyz...