Jak często na drodze swojej każdy napotyka własną aleję szarych obietnic. Obietnic niespełnionych, zapomnianych, porzuconych... Lecz któż nam te obietnice składał jak nie najbliższe sercu nam osoby? Jednak obietnica wypowiedziana nie zawsze znajduję swój koniec po przez jej wykonanie, ale dlaczego? Czy łatwiej jest coś obiecać by móc dać sobie więcej czasu, by osoba której coś obiecaliśmy odczepiła się od nas, poczuła się lepiej żyjąc naszą obietnicą? Lecz co z wykonaniem obietnic, co jeśli ich nie wykonamy? Zwykle sprawa wygląda schematowo, obiecujący unikają rozmów w temacie lub nawet starają się wmówić nam że dana obietnica nie miała nigdy miejsca, a co gdy jednak udowodnimy swą rację, że jednak obietnica była, co wtedy? Wtedy nagle winnymi niedotrzymania obietnicy stają się wszyscy i wszystko wokół łącznie z nami, a to że problem wyszedł natury technicznej, a to że sami dążyliśmy do tego by obiecującemu utrudnić dotrzymanie obietnicy... Lecz czy problemem bolesnym jest zastanowienie się nad faktem czy możemy lub czy w ogóle chcemy spełnić tą obietnicę? Czy zbywanie ludzi obietnicą coś nam da, czy może przeciwnie, w końcu pamięć ludzka jest omylna lecz rany na sercu pozostają niezamazane, czy kilka nie spełnionych obietnic nie rozerwie owego serce? Więc czy w naszym świecie owa obietnica nie stała się przypadkiem jedynie kartą przetargową w naszym życiu? Czy nie stała się pomocnikiem by móc coś odwlec, kogoś uciszyć na jakiś czas, dać sobie samemu czas i szanse? Czy nie powinniśmy następnym razem trzy razy pomyśleć nim po raz kolejny obiecamy komuś wówczas już nigdy nie spełnioną obietnicę.....?
Jak często na drodze swojej każdy napotyka własną aleję szarych obietnic. Obietnic niespełnionych, zapomnianych, porzuconych... Lecz któż nam te obietnice składał jak nie najbliższe sercu nam osoby? Jednak obietnica wypowiedziana nie zawsze znajduję swój koniec po przez jej wykonanie, ale dlaczego? Czy łatwiej jest coś obiecać by móc dać sobie więcej czasu, by osoba której coś obiecaliśmy odczepiła się od nas, poczuła się lepiej żyjąc naszą obietnicą? Lecz co z wykonaniem obietnic, co jeśli ich nie wykonamy? Zwykle sprawa wygląda schematowo, obiecujący unikają rozmów w temacie lub nawet starają się wmówić nam że dana obietnica nie miała nigdy miejsca, a co gdy jednak udowodnimy swą rację, że jednak obietnica była, co wtedy? Wtedy nagle winnymi niedotrzymania obietnicy stają się wszyscy i wszystko wokół łącznie z nami, a to że problem wyszedł natury technicznej, a to że sami dążyliśmy do tego by obiecującemu utrudnić dotrzymanie obietnicy... Lecz czy problemem bolesnym jest zastanowienie się nad faktem czy możemy lub czy w ogóle chcemy spełnić tą obietnicę? Czy zbywanie ludzi obietnicą coś nam da, czy może przeciwnie, w końcu pamięć ludzka jest omylna lecz rany na sercu pozostają niezamazane, czy kilka nie spełnionych obietnic nie rozerwie owego serce? Więc czy w naszym świecie owa obietnica nie stała się przypadkiem jedynie kartą przetargową w naszym życiu? Czy nie stała się pomocnikiem by móc coś odwlec, kogoś uciszyć na jakiś czas, dać sobie samemu czas i szanse? Czy nie powinniśmy następnym razem trzy razy pomyśleć nim po raz kolejny obiecamy komuś wówczas już nigdy nie spełnioną obietnicę.....?

Komentarze
Prześlij komentarz