Dlaczego w życiu codziennym zwykli szarzy ludzie, którzy na swych barkach nie jeden niosą ciężar, potrafią w tak łatwy sposób cieszyć się każdą radosną chwilą, są pełni optymizmu, czerpią radość choć by ze słońca które radośnie rozbłysło na niebie, a Ci którzy w życiu problemów nie mają, bytem życie zapewnione z byle błahego powód robią problem, dla nich drobnostka jest powodem do nieszczęścia. Czy nie jest to kwestią że Ci szarzy, mali ludzie przyzwyczaili się już do błahych spraw? Bo przecie nie błahe zmartwienie robi z nas ludzi nieszczęśliwych. Lecz w przypadku tych "drugich" błahy problem, staje się ogromnym problemem, dlaczego? Może dlatego że w życiu nie zaznali dużych problemów, może jest to dla nich obce? A może kwestią zagadki jest fakt że sami nie potrafimy stwierdzić co jest błahym a co dużym problemem, może wina leży w nas samych? Są tacy którzy nie potrafią dostrzec szczęścia którym jest okalany z codziennością po przez zbieg całego mnóstwa małych szczęśliwych drobiazgów, a w chwili gdy napotyka malutki błahy problem robi z niego tragedię... Czy aby ów ta prawdziwa tragedia potrzebna jest by móc zrozumieć, dostrzec, docenić jak wiele dostajemy szczęścia w życiu codziennym, jak wiele jest powodów do radości? Bo przecie dzień dobry rano, słońce na niebie, przyjemny sen, czy to nie wystarczające powody do czerpania radości z dnia codziennego? Czy to naprawdę jest tak wielkim problemem spróbować odszukać codziennego szczęścia wśród otoczenia? Spójrz na człowieka który w życiu nic cennego nie ma, gdy poprosi Cię o papierosa, dwa złote, pomimo tego że papieros to nałóg, a dwa złote wyda na wino, to spójrz w jego oczy, jakie szczęście tam zakwita skierowane do Twojej osoby. Szczęście dla niego że będzie mógł robić to co najlepiej umie, może pić, może wyda to na chleb, ale jest wdzięczny i szczęśliwy że znalazł się człowiek dobrej woli który bezinteresownie przyszedł mu z pomocą. Czy aby każdy z nas nie powinien codziennie rano poświęcić chwilki aby móc pomyśleć nad tym co tak naprawdę jest dla nas ważne?
Świat szarej rzeczywistości widziany z perspektywy pryzmatu...
Witam autora :D Ja należę do tych ludzi, którzy uwielbiają cieszyć się z "pierdół", z tego, że świeci słoneczko, zakwitł kwiatek. Ale to się nie wzięło tak samo z siebie, myślę że stąd że miałam bardzo trudne dzieciństwo, patologia i te sprawy i moim sukcesem jest to, że się od tego uwolniłam i nie poszłam drogą rodziców i to mnie nauczyło, mimo problemów i trudnych sytuacji, cieszyć się różnymi małymi rzeczami. Kilka małych rzeczy daje mi więcej radości niż jedna duża. Tylko trzeba umieć je zauważać. Trzeba się tego nauczyć. Zatrzymać się na chwilę w tym zabieganym życiu i rozejrzeć.
OdpowiedzUsuń