Nie jednego wieczoru, gdy za oknem szaro, ciemno i ponuro, gdy słońce budzące nadzieje w naszym sercu zasypią wraz z z nimi zatracamy wiarę, wiarę w siebie, wiarę w to czy jeszcze wzejdzie, wiarę w dobro i piękno... Czasami nawet następują momenty że zaczynamy wątpić w sens naszego życia, że wszystko się ułoży, że będzie dobrze, będziemy jeszcze szczęśliwi. Tracimy nadzieję samych w siebie że może być kiedyś lepiej... Lecz takie myślenie niestety często demotywuje nas do dalszego dążenia w naszych przedsięwzięciach które miały na celu poprawę naszej sytuacji. Ale, czy to wystarczający powód by się poddać, by rzucić nasze plany, czy to powód byśmy sami skreślali siebie na lepsze życie, sami odbierali sobie nadzieje? Dlaczegóż myśli w głowie mieć jednakowe - wszystko będzie źle? Czyżbyśmy zatracili siłę do walki w lepsze jutro? Dlaczego nie wstaniemy razem ze słońcem pełni optymizmu z głową do góry i powiemy sobie - dziś będzie lepiej, czy to strach przed samym sobą? Myślę że jednak nie powinniśmy nigdy przekreślać swoich nadziei, choć nie wiem jak bardzo były by wielkie, w końcu ten co ma nadzieję ma wiarę i siłę w dążeniu do celu, a ten co smutek w sercu nosi życie sobie tylko utrudnia... Dlatego niebaczący na szarość świata zewnętrznego, żyjmy zawszę choć tą jedną iskierką nadziei na lepsze jutro, na spełnienie naszych marzeń...
Świat szarej rzeczywistości widziany z perspektywy pryzmatu...

Komentarze
Prześlij komentarz