Zakładając że jak, jak i Wy, odbiorcy tego bloga, jesteśmy ludźmi fizycznie sprawnymi, inteligentni, w jakimś stopniu spełnieni. Lecz matka natura nie każdemu bywa tak przychylna jak nam, są jednak i tacy ludzie do których los się nie uśmiechnął, zostali przez "Pana" pominięci? Niestety ów ludzie Ci nie posiadają choć w połowie tego co mamy my, są niepełnosprawni czy to fizycznie, czy psychicznie, ale czy możemy ich otwarcie nazwać "innymi"? Czy to daje nam prawo by się od nich izolować? Dlaczego pytam, ponieważ reakcje (niestety) większości ludzi jest jednakowa, odizolować się od "innych"... Lecz czy zastanowiliście się nad tym że oni są tak samo jak my ludźmi, tak samo jak my potrzebują ciepła, miłości radości w życiu choć nie zawsze potrafią to okazać. Człowiek niepełnosprawny ma wyczulone inne zmysłu ludzkiego ciała, może dlatego inaczej odbierają wiele rzeczy lecz cały czas pozostają ludźmi którzy zasługują na porównywalny bądź nawet większy szacunek, i nie dlatego a żeby się nad nimi po litować, a dlatego aby dać im do zrozumienia że nie są sami w szarej rzeczywistości, że są ludzie którzy bez względu na ich stan zdrowia kochają i szanują ich bardzo. A sprawą przykrą jest że zwykle "boimy" się takich ludzi przez co się odizolowujemy. Zdarza się że twierdzimy iż fakt izolacji jest tylko i wyłącznie dla dobra samego zainteresowanego, by nie poczuł że unikamy z nim kontaktu, że się go boimy, wstydzimy, lecz czy to w jakikolwiek sposób nas usprawiedliwia? Czy to nam dane jest oceniać ludzi za to kim są, a nie jakimi są ludźmi? Dlaczego tak ciężko przychodzi nam otworzyć się dla tych ludzi, dlaczego nie potrafimy obdarować ich własnym ciepłem? Przecież to my tworzymy ten świat w którym im ciężko jest żyć, więc czy aby to nie człowiek, człowiekowi życie utrudnia? Dlaczego patrząc na czyjeś kalectwo z góry zakładamy że osoba ta nie potrzebuje naszego ciepła, czy błędem ludzki nie jest traktowanie ludzi względem tego kim jest? Czy tak ciężko okazać odrobinę ciepła....?
Post ten dedykuję pewnej osobie, w którą wierzę że nigdy nie zabraknie jej sił do walki ze zmaganiem się obojętności świata w stosunku do osób niepełnosprawnych.

Mam kolegę, który jeździ na wózku inwalidzkim. Choruje od urodzenia, ma 22 lata i w całym swoim życiu nie zrobił ani jednego kroku na własnych nogach. Do tego dotknęło go upośledzenie umysłu, wada wymowy. Nie izoluję się od niego. Jest on wspaniałym człowiekiem. Jest niesamowity, ma wspaniałe pasje. I wiesz co, drogi autorze postu, staram się pamiętać o tym, że należy szanować takich ludzi i pomagać im, bo skąd wiemy, czy jutro my nie będziemy jeździć na wózku? Organizm ludzki jest bardzo kruchy i za minutę może nam się coś stać. B.
OdpowiedzUsuń